Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różności. Pokaż wszystkie posty

17 grudnia

Minimalizm kosmetyczny. Co dla mnie oznacza? Jak nie wpaść w pułapkę konsumpcjonizmu?

Minimalizm kosmetyczny. Co dla mnie oznacza? Jak nie wpaść w pułapkę konsumpcjonizmu?
Photo by Ron Dauphin on Unsplash

Czytałam ostatnio o ciekawym badaniu (tutaj), w którym stwierdzono, że nadmiar rzeczy jest jedną z głównych przyczyn stresu współczesnych rodziców(!). W okresie przedświątecznym pokus, by kupić coś, czego wcale nie potrzebujemy jest jeszcze więcej niż zwykle. Promocje, zestawy prezentowe, rozczulające reklamy, rozświetlone galerie handlowe, długie ciemne wieczory, które jakoś trzeba sobie umilić. Chyba nie ma osoby, która nigdy nie uległaby tej magicznej atmosferze. I generalnie warto cieszyć się tym czasem przedświątecznym, zapachem pierniczków i choinki, planowaniem prezentów i dekoracji, bo to wyjątkowy czas. Jak jednak w kontekście kupowania kosmetyków to wszystko zrównoważyć, by po świętach nie zostać z zawaloną niepotrzebnymi produktami łazienką? Poniżej kilka moich rad.


1. Lepsze jest wrogiem dobrego.


Na pewno znacie to powiedzenie. Jak ja je rozumiem i stosuję w odniesieniu do kosmetyków? Jeśli mam sprawdzone produkty, które lubię, których używam z przyjemnością, które spełniają wszystkie moje oczekiwania, to do nich wracam. Nie szukam na siłę czegoś innego, bo może by tak coś przetestować. Wiele razy przekonałam się, że w przypadku produktów sprawdzonych, kupowanych ciągle i ciągle nowości uparcie chcę przyrównywać do mojego ulubionego produktu. Potem kończy się tak, że i tak kupuję to co zwykle, a nowość leży i się kurzy (najgorzej) lub uda się komuś oddać (chociaż tyle). Takie zakupy pod wpływem impulsu to zwykle kosmetyki o niesprawdzonym składzie, niedopasowane do naszych potrzeb czy o irytującym zapachu.


Przykład dosłownie z ostatniego miesiąca- krem do rąk. Może banalny, ale jednak. Zamiast mojego sprawdzonego Emotopic kupiłam inny...a potem jeszcze inny...W rezultacie jeden oddałam Mężowi, drugiego używam, ale czekam aż się skończy, żeby wrócić do ulubionego produktu.



2. Nie ma kosmetyków idealnych...nawet jeśli cały kosmetyczny Internet zachwala jakiś produkt.

Mamy różne potrzeby i oczekiwania względem kosmetyków. Nie da się przełożyć jeden do jednego czyjejś idealnej pielęgnacji. Oczywiście warto się inspirować, ale dobrze jest zastanowić się czy rzeczywiście dany produkt ma szansę u nas zadziałać. Mój przykład? Osławione już serum naturalnie wygładzające Resibo. Tak wiele pozytywnych opinii słyszałam i czytałam na jego temat, że koniecznie uparłam się, że muszę je przetestować. Wśród tych wszystkich ochów i achów nie bardzo chciałam wierzyć komentarzom, że w przypadku cer mieszanych produkt może zapychać pory. Niestety musiałam to sprawdzić, by wiedzieć, że nie jest to produkt dla mnie :) I tak teraz zużywam go trochę na twarz, a trochę na dłonie.



3. Jeśli bardzo chcemy kupić sobie jakąś nowość to warto postawić na coś co nas ciekawi/intryguje już od jakiegoś czasu, a nie na "pierwszy lepszy kosmetyk", który zobaczymy w drogerii w ładnym świątecznym opakowaniu. Większa szansa, że taki przemyślany zakup będzie udany.


Marka Sensum mare ciekawiła mnie już od dłuższego czasu. Ostatnio zdecydowałam się na pierwszy zakup- krem przeciwzmarszczkowy Algolight. Skusił mnie nie tylko bogaty skład, ale też uniwersalność: to kosmetyk zarówno na dzień, jak i na noc. Nie chcę na razie za wiele o nim pisać, bo to kompletna nowość u mnie, ale zapowiada się bardzo dobrze.


4. Jeśli nasza pielęgnacja na co dzień jest minimalistyczna to nie warto kupować koszyka nowości z nadzieją, że z dnia na dzień przerzucimy się na wieloetapową pielęgnację.


To tak nie działa. Nawyki wypracowuje się powoli i moja rada jest taka, że jeśli chcemy dopracować naszą pielęgnację, wzbogacić ją o nowe etapy to lepiej to robić stopniowo. Większa szansa wyrobienia nawyku używania nowego produktu, a do tego lepiej wtedy widać czy dany produkt się sprawdza, czy też nie. Można też zamiast inwestować w produkt, którego nie używamy na co dzień spróbować znaleźć lepsze zamienniki tego co już mamy i używamy (wyjątek: punkt 1 ;) ).

Kupujemy coraz więcej i więcej. Nadmiar rzeczy upychamy w kolejnych meblach, a nowe meble zagracamy niepotrzebnymi bibelotami. I tak tkwimy w błędnym kole. Posiadanie wszystkiego do wszystkiego daje nam poczucie stabilności i utwierdza w przekonaniu, że nasze życie będzie dzięki temu łatwiejsze. A tymczasem okazuje się, że może być zupełnie odwrotnie. 

Miłego czasu przedświątecznego i dobrych decyzji zakupowych! :)

20 października

Mały poradnik pielęgnacyjny- cztery porady, które mogą ułatwić codzienną pielęgnację

Mały poradnik pielęgnacyjny- cztery porady, które mogą ułatwić codzienną pielęgnację


Dzisiaj zapraszam na krótki wpis pielęgnacyjny, a dokładnie cztery porady, dzięki którym codzienna pielęgnacja może być lepsza. Nie są to porady w stylu szybki, spektakularny efekt, ale codzienne, dobre nawyki, które z czasem procentują.

Photo by Sarah Dorweiler on Unsplash

 

Porada nr 1- mniej znaczy więcej

Nie będę tutaj zachęcać do minimalizmu kosmetycznego, bo tak jak jedni są zwolennikami jednego kremu, tak dla innych produkty dedykowane i wieloetapowa pielęgnacja to podstawa. Warto jednak przeanalizować to, jak dużo produktu danego typu nakładamy, jak szybko zużywamy dany kosmetyk. Podobno to trochę nasza cecha narodowa, że wsypujemy za dużo proszku do prania, wylewamy na włosy za dużo szamponu, czy myjemy naczynia w za dużej ilości płynu. To jest coś, z czym sama walczę. Lepiej regularnie smarować dłonie kremem niż nakładać go raz dziennie w za dużej ilości. Gruba warstwa kremu przeciwzmarszczkowego pod oczy nie sprawi, że rano obudzimy się 10 lat młodsze, a może wręcz wywołać efekt odwrotny. Za duża ilość szamponu czy żelu do mycia twarzy to nie tylko większe wydatki, ale również większe ryzyko podrażnień i alergii. 
Photo by ian dooley on Unsplash


Jak zmienić złe nawyki i przestać rozchlapywać kosmetyki? Mi osobiście pomaga kupowanie produktów lepszej jakości, droższych. Kremu za przysłowiowe 10zł się nie oszczędza, ale drogie serum traktuje się jak pewien luksus- skrupulatnie odliczając wcierane w twarz krople. Oczywiście nie zachęcam wcale do kupowania teraz najdroższych kosmetyków na jakie nas stać (albo co gorsza takich na jakie nas nie stać), ale do wybierania produktów dobrej jakości, bogatych w aktywne substancje i używania ich jak produktów luksusowych.


Porada nr 2- produkty do oczyszczania twarzy należy zmywać

Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek zapomniał zmyć z twarzy żel czy piankę myjącą, ale o tym, że płyn micelarny należy zmywać dowiedziałam się całkiem niedawno (prowadziłam już wtedy tego bloga!). Dałam się zwieść lekkiej, wodnistej konsystencji, która bardziej przypomina tonik czy hydrolat... A przecież płyn micelarny zawiera substancje myjące! Może jeszcze gdyby się pienił, to wpadłabym na to, żeby go zmyć, a tak, wielokrotnie przecierałam nim twarz jak tonikiem. No cóż mogę powiedzieć... nie róbcie tak :)
Photo by Austin Kehmeier on Unsplash


Porada nr 3- najpierw rozczesujemy końcówki włosów, a dopiero potem przeczesujemy włosy od góry

Czasami wydaje nam się, że jak zaczniemy czesać włosy od nasady, to będzie szybciej. No bo kto by się bawił w skrupulatne rozczesywanie końcówek, jak właściwie już jesteśmy spóźnione? Gdy włosy nie są bardzo poplątane to być może jakoś ujdzie nam to płazem, ale w przeciwnym razie nie dość, że bardziej narażamy włosy na zniszczenia, to jeszcze ryzykujemy że zrobi nam się kołtun, którego rozczesanie nie dość że trudne, to jeszcze czasochłonne. A i tak może się skończyć na konieczności obcięcia poplątanych włosów. Niestety, jako posiadaczka długich i baaardzo cienkich włosów, wiem co mówię.
Photo by Element5 Digital on Unsplash


Porada nr 4- dobrze jest rozczesać włosy przed myciem

Ten punkt jest powiązany z poprzednim. W trakcie mycia włosy i tak ulegają splątaniu, więc lepiej dla nas, żeby nie były splątane za bardzo. Zwłaszcza, że mokre włosy są bardziej podatne na zniszczenia. Dodatkowo masaż szczotką głowy wstępnie oczyszcza ją, chociażby ze złuszczonego naskórka, co też korzystnie wpływa na samo mycie. 


A Wy, jakie macie pielęgnacyjne porady? 

07 października

Jesień & "prawdziwy" cynamon

Jesień & "prawdziwy" cynamon

Piękne słoneczne dni dają iluzję, że to jeszcze lato, ale chłodne, mgliste poranki i coraz ciemniejsze wieczory nie pozostawiają złudzeń- mamy jesień. Ostatnio zastanawiałam się, jak to właściwie jest z tą jesienią? Czy ja ją lubię czy nie? Nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi, ale przynajmniej mam plan, by możliwie umilić sobie tę niejednoznaczną porę roku. Jednym z takich umilaczy jest rozgrzewający cynamon- czy to w cieście z owocami, czy też jako pyszny dodatek do kawy. Pewnie niejeden dom od października do marca wypełnia zapach tej aromatycznej przyprawy korzennej, dlatego dzisiaj postanowiłam trochę o niej napisać.


W czasach studenckich długie godziny spędzane w laboratorium sprzyjały rozmowom na wiele tematów. Zwłaszcza w laboratorium, które specjalizowało się w badaniu ekstraktów roślinnych pod kątem ich medycznego zastosowania. Pamiętam doskonale, jak usłyszałam kiedyś, że ten cynamon to wcale nie jest taki zdrowy i że nie powinno się go nadużywać. Trochę się wtedy zdziwiłam, bo zawsze wydawało mi się, że jest wręcz przeciwnie. Pochłonięta swoimi badaniami do pracy dyplomowej nie zgłębiałam tego tematu, ale na wszelki wypadek postanowiłam stosować tę przyprawę z umiarem. I tak właściwie całkiem niedawno wpadła mi w rękę książka Agnieszki Cegielskiej Naturalnie, a tam rozdział o cynamonie. Nie wiem, czy wiecie (ja przyznaję, nie wiedziałam!), ale pod nazwą tej przyprawy kryje się co najmniej kilka podobnych do siebie gatunków roślin. I jak się okazuje, chociaż są one zbliżone pod kątem smaku i aromatu, to jednak jest pewna subtelna różnica, która sprawia, że nie każdy z nich jest tak samo wartościową przyprawą. Na rynku dominuje cynamon otrzymywany z chińskiego cynamonowca wonnego (Cinnamomum cassia) o dość ostrym, piekącym smaku. W postaci niezmielonej charakteryzuje się wyraźnie ciemnym, brunatnym zabawieniem. Chociaż nie można odmówić mu walorów smakowych i zapachowych to niestety zawiera spore ilości kumaryny- według źródeł internetowych około 1-5% (według autorki książki Naturalnie ok. 5%). Kumaryna, substancja o przyciągającym zapachu skoszonej trawy i wanilii, niestety według aktualnej wiedzy w dużych dawkach prowadzi do poważnych uszkodzeń wątroby. Oczywiście, zanim pobiegniecie wyrzucić wszystkie zgromadzone zapasy cynamonu to pamiętajcie o tym, że dawka czyni truciznę. Stosowany z umiarem cynamon kasja nie powinien zaszkodzić- wszak przyprawa ta stosowana jest w Chinach od wieków. Wielbicielom ciastek korzennych i aromatyzowanych herbat polecam jednak rozejrzeć się w sklepach ze zdrową żywnością za cynamonem cejlońskim (Cinnamomum verum), zwanym też czasami prawdziwym cynamonem. Zawartość kumaryny w cynamonie cejlońskim to... (i tutaj również źródła różnie podają) 0,004% lub 0,04% (autorka książki podaję tę drugą wartość). Jakby nie patrzeć to znacznie mniej.

Cynamon cejloński można odróżnić od chińskiego po wyglądzie lasek. Twarda, zwinięta w jednym kierunku kora to cynamon chiński. Postrzępiona, przypominająca cygaro laska to cynamon cejloński. Ten na zdjęciu wygląda na cynamon chiński. Zdjęcie: Heather Barnes on Unsplash.
 

Czy rozpoznajecie na tym zdjęciu opisywane gatunki cynamonu?

Cynamon (zarówno cejloński, jak i inne odmiany) wykazuje silne działanie antyseptyczne, dlatego między innymi pomaga w walce z przeziębieniem, korzystnie wpływa na układ pokarmowy, jest bogaty w antyoksydanty, potencjalnie może pomagać w leczeniu cukrzycy, czy też chorób sercowo- naczyniowych. Warto dodawać go do potraw, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym, bo ma też działanie rozgrzewające i wzmacniające organizm. 

Mam nadzieję, że czujecie się zachęceni do używania tej przyprawy, zwłaszcza jesienną porą :)

Wybrane źródła:

Cegielska A, Naturalnie, Burda, Warszawa 2017
Kaławaj K, Lemieszek MK. Prozdrowotne właściwości cynamonu. Med Og Nauk Zdr. 2015; 21(3): 328–331. doi: 10.5604/20834543.1165362
http://www.blog.dunajewski.pl/dietetyka/cynamon-cejlonski-czy-chinski/

25 czerwca

Mydła- tradycyjne receptury cenione i dziś

Mydła- tradycyjne receptury cenione i dziś
Mydła w kostce kojarzą mi się z dzieciństwem. W dzisiejszych czasach rynek zdominowały żele do mycia i tzw. "mydła w płynie" (które niewiele mają wspólnego z prawdziwym mydłem). Sama przez wiele lat unikałam mydeł wierząc w powszechne zapewnienia, że ich zasadowe pH nie wpływa dobrze na skórę. Z drugiej strony producenci mydeł (zwłaszcza tych naturalnych) zapewniają jednak, że po kąpieli pH skóry bardzo szybko wraca do normy i bardziej niż mydło może nam zaszkodzić  wysuszający, syntetyczny detergent. Co mogę powiedzieć na ten temat dzisiaj? Nie wiem kto ma rację, ale moja skóra wcale nie reaguje źle na mydła. Odkąd zaczęłam je zabierać ze względów praktycznych na wakacje (jedna kostka, którą można się umyć, umyć włosy i jeszcze zrobić pranie! A do tego nie ma z nią problemu przy limitach na bagaż podręczny), to jakoś tak je polubiłam. Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o mydłach, które od lat produkowane są w tradycyjny sposób w różnych zakątkach świata.

1. Mydło marsylskie



Zdjęcie: Artiom Vallat on Unsplash


Ten jeden z bardziej znanych francuskich kosmetyków wytwarzany jest od wieków na południu Francji (Marsylia, okolice Doliny Rodanu i Prowansja). Tradycyjnie w składzie powinna być oliwa z oliwek, jednak obecnie często łączona jest lub zastępowana innymi olejami. Przyjęło się, że mydło to powinno zawierać 72% olejów roślinnych (oliwa z oliwek, olej kokosowy, palmowy, arganowy i inne), ług sodowy (ewentualnie ług potasowy), sól morską, wodę i glicerynę. Czasami skład wzbogacany jest o dodatki zapachowe i pielęgnacyjne, choć najbardziej klasycznym kosmetykiem jest kostka 300g wyprodukowana z oliwy z oliwek. W składzie nie powinno być takich dodatków jak parabeny, glikole, czy pochodne ropy naftowej (na przykład wazelina). Oryginalne mydło marsylskie jest produktem wegańskim, nie jest testowane na zwierzętach i jest bezpieczne dla środowiska (biodegradowalne).



Zdjęcie: Roberta Sorge na Unsplash


Co sprawia, że ta zwykła kostka mydła wciąż jest popularna?

Jej cechą charakterystyczną jest uniwersalność. Nadaje się do mycia rąk, twarzy, całego ciała, może zastępować szampon do włosów. Tutaj z mojego doświadczenia- to wszystko prawda, ale jeśli chodzi o mycie włosów to samo mydło nadaje się do tego na krótką metę, na przykład na wakacjach. Jeśli miałabym zastąpić nim zupełnie szampony to musiałabym dołączyć do niego kwaśne płukanki, które lepiej wypłukują produkt. Mydło to wykorzystywane jest również w gospodarstwie domowym do prania i odplamiania, czyszczenia i sprzątania. Podobno można nim również myć sierść zwierząt (ale tego nie próbowałam, więc nie mogę Wam polecać).



2. Mydło z Aleppo


Zdjęcie: Eugenio Cuppone z Pixabay

Mydło z Aleppo przenosi nas co najmniej do czasów starożytnych. Wytwarzane od tysięcy lat w syryjskim mieście Aleppo mydło to cenione jest za antybakteryjne działanie. Sposób jego wytwarzania należy do najstarszych i najprostszych metod produkcji. Mydło przygotowuje się w wielkich kotłach, gdzie miesza się ze sobą oliwę z oliwek i ług sodowy. W kolejnym etapie dodawany jest olej laurowy i to on odpowiada właśnie za działanie antybakteryjne i lecznicze mydła z Aleppo. Po przepłukaniu i uformowaniu kostek- leżakują one przez dziewięć miesięcy w gorącym, pustynnym klimacie. Produkt końcowy może zawierać różne stężenie oleju laurowego- im wyższe tym mydło bardziej wysusza i ściąga skórę, co należy wziąć pod uwagę przy wyborze produktu. Przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze okazji używać tego mydła, ale bazując na znalezionych wskazówkach produkty o stężeniu oleju laurowego do 20% są odpowiednie do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, natomiast o wyższym stężeniu można stosować przy problemach skórnych, trądziku, stanach zapalnych. Zawsze jednak należy ostrożnie zwiększać stężenie, by uniknąć ewentualnych podrażnień skóry. Produkty o bardzo wysokim stężeniu oleju laurowego ( nawet 70%) mają zastosowanie jako środek do prania (i tutaj przydaje się działanie antybakteryjne oleju laurowego).

3. Mydło kastylijskie


W wersji w płynie to ostatnio mój ulubieniec. Choć oczywiście oryginalne jest w formie kostki. Pochodzi z hiszpańskiego regionu- Kastylii i podobno powstało jako inspiracja mydłem z Aleppo. Delikatne, biodegradowalne, powstaje wyłącznie z oliwy z oliwek i ługu sodowego. Dzięki temu, że nie zawiera dodatków nadaje się nawet do opryskiwania roślin przeciw mszycom i mrówkom. Podobnie jak mydło marsylskie jest niezwykle uniwersalne, można stosować je do higieny osobistej, jak i również prania czy sprzątania. W przypadku sprzątania jego działanie można jeszcze uzupełnić dodając antybakteryjne olejki eteryczne, na przykład z drzewa herbacianego lub lawendowy. Czytałam również, że jest nawet rekomendowane do pielęgnacji delikatnej skóry niemowląt, ale nie próbowałam, więc w tak delikatnej materii nie mogę Wam polecać :)

Mydło kastylijskie jest chyba trochę mniej znane niż marsylskie, ale warto je wypróbować.

4. Czarne mydło afrykańskie dudu Osun


Moim zdaniem najbardziej "egzotyczny" produkt z wymienionych. To mydło do zadań specjalnych. Co ciekawe byłam zaskoczona, że jest dostępne stacjonarnie w Rossmannie. Wytwarzane ręcznie w Nigerii. Nadaje się do pielęgnacji cery problematycznej i wrażliwej, ale też do demakijażu (za wyjątkiem demakijażu oczu!). Ma działanie peelingujące. Skład jest dość ciekawy i bogaty w porównaniu do innych tego typu produktów, ale wciąż naturalny:

miód, masło shea, sproszkowane afrykańskie drzewo sandałowe Osun, olej palmowy, palone strąki drzewa kakaowego, palone liście palmy, aloes, sok z limonki, woda, aromat

Zdjęcie: Ashley Pomeroy / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

5. Savon noir- czarne mydło

Jedyne mydło w tym zestawieniu, które tradycyjnie nie ma formy kostki. Również pochodzi z Afryki, z obszarów Maroka. Do produkcji oprócz oleju z oliwek i ługu potasowego używa się również czarnych oliwek. Mydło to wygląda trochę jak pasta, trochę jak żel. Podobnie jak dudu osun wykazuje działanie oczyszczające i delikatnie złuszczające. Nie miałam okazji go stosować.

6. Szare mydło

Teraz pora wrócić z tych egzotycznych zakątków i do tego trochę cofnąć się w czasie. Historia najbardziej popularnego w okresie PRL-u mydła w Polsce rozpoczęła się w 1921 roku. Pierwotnie mydło to było miękkim mydłem potasowym, obecnie jest to mydło sodowe pozbawione barwników i substancji zapachowych. Produkowane pod marką "Biały Jeleń" przez firmę POLLENA Ostrzeszów oraz jako "Szare mydło" przez firmę Barwa. Oprócz formy tradycyjnej występuje też w płynie (i taką wersję z Barwy lubię najbardziej). Jest hipoalergiczne, może być stosowane również w celach gospodarczych. Warto dodać, że różnica pomiędzy produktami POLLENY a Barwy jest taka, że te pierwsze tworzone są na bazie łoju zwierzęcego (tak jak tradycyjne mydło szare) i tłuszczy roślinnych , natomiast produkty Barwy są wegańskie i bazują wyłącznie na tłuszczach roślinnych.


 "Szare mydło" w płynie to zdecydowanie nie jest klasyka gatunku, ale sprawdza się u nas lepiej niż oryginał.

7. Mydło galasowe



Nie wiem czy używacie tzw. "mydełek odplamiających"- to właśnie w większości mydła galasowe. U mnie sprawdzają się bardzo dobrze- chyba nie ma plamy, której nie udałoby mi się usunąć za pomocą tego małego, niepozornego produktu. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, co właściwie zawierają i czemu akurat w usuwaniu plam sprawdzają się znacznie lepiej niż inne naturalne mydła. Dopiero przygotowując ten wpis zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu informacji na jego temat... i przyznam, że chyba wolałam nie wiedzieć dokładnie jaka jest jego receptura. Okazuje się, bowiem, że tym "magicznym" składnikiem, który odpowiada za właściwości odplamiające jest... żółć. Co ciekawe, gdy natknęłam się na takie informacje, postanowiłam to sprawdzić wyszukując składy mydełek, które znam. I na przykład producent znanego mi mydełka Dr Reiner ("POLLENA" Ostrzeszów) w składzie zamieszczonym na stronie internetowej umieścił składnik: "substancja wspomagająca usuwanie plam"- bez dokładnego wyszczególniania. Ale już na stronie internetowej Rossmanna przy mydełku Domol taka informacja jest.




Jak jest u Was w łazienkach? Czy królują żele pod prysznic czy jednak używacie też mydeł w kostkach? Ja ostatnio jestem team mydło w kostce, więc podzielcie się w komentarzu sprawdzonymi produktami- niekoniecznie tymi "tradycyjnymi" ;)




Źródła:
https://www.marsylskie.pl/pl/c/MYDLA-MARSYLSKIE/59
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-marsylskie-wlasciwosci-sklad-i-zastosowanie-mydla-marsylskiego,24590.html
https://www.marsylskie.pl/pl/c/MYDLA-Z-ALEPPO/62
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-z-aleppo-dla-cery-z-problemami-i-tradzikiem-mydlo-aleppo-jakie-wybrac,22513.html
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-kastylijskie-wlasciwosci-sklad-i-zastosowanie-mydla-kastylijskiego,24450.html
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16148960,Dudu_Osun___czarne_mydlo_z_Afryki.html?disableRedirects=true
aptekagemini.pl/poradnik/uroda/savon-noir-wlasciwosci-czarnego-mydla/
https://biotechnologia.pl/kosmetologia/szare-mydlo-produkt-o-wielu-zastosowaniach,17307
https://pollena.com.pl/blog/sprawdz-co-nowego-u-nas/kultowe-mydlo-bialy-jelen
https://sklep.barwa.com.pl/
https://www.rossmann.pl/Produkt/Odplamiacze-i-wybielacze/domol-mydlo-odplamiajace-100-g,268698,8329


19 kwietnia

Marka, którą warto poznać- flagolie

Marka, którą warto poznać- flagolie
Tegoroczna Wielkanoc była zupełnie inna- przeżywana duchowo w domu i bez spotkań rodzinnych. Myślę, że wiele z Was stanęło przed trudnym zadaniem zorganizowania po raz pierwszy Świąt. Tak też było i w naszym przypadku, bo zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Rodziców. Muszę przyznać, że siedzenie w domu na "narodowej kwarantannie" sprawiło, że kompletnie straciłam rachubę czasu i Wielkanoc omal mnie nie zaskoczyła :)

Jedną z rzeczy ogarnianych na ostatnią chwilę były dekoracje na nasz wielkanocny stół. Ważnym elementem jest świeca- jako symbol Światłości Świata. Ale bez względu na to, czy stawiamy świecę na stole w celu dekoracyjnym, czy też symbolicznym warto, by była ona dobrej jakości- ładnie się paliła i nie zawierała zbędnych, szkodliwych dodatków. Chciałam, żeby była to świeca z wosku sojowego, ale w tradycyjnej formie walca, a nie zapachowa w szkle, jakich jest teraz najwięcej. I tak trafiłam na stronę flagolie, na której znalazłam dokładnie to, czego szukałam. Zamówiłam dwie świece naturalne sojowe bezzapachowe i jakież było moje zdziwienie, gdy otwierając przesyłkę znalazłam tam dodatkowo malutką świecę zapachową w szkle :) Już myślałam, że dodałam ją do koszyka przez pomyłkę, ale okazało się, że to taki miły dodatek od firmy, bo nie znalazłam jej w swoim zamówieniu :)





Jak już kiedyś pisałam w poście o świecach- świece sojowe palą się dłużej niż parafinowe, wosk sojowy jest bardziej przyjazny dla środowiska. Moja świeca chociaż na początku paliła się lekko nierówno to teraz już praktycznie tego nie widać. Bardzo polecam te świece, jeśli szukacie alternatywy dla parafiny, ale w takiej właśnie klasycznej formie.



Co do niespodzianki, którą wysłał mi producent. To świeca o nazwie IRRESISTIBLE, czyli nieodparty. Na stronie producenta tak jest opisana:

To zapach obok, którego nie sposób przejść obojętnie. Mocny, intensywny zapach, w którym wyczujesz drewno sandałowe, wanilię jako bazę świecy, którą przełamaliśmy kwiatowymi esencjami róży, jaśminu i odświeżyliśmy dodając limonkę, mandarynkę i cyprys. IRRESISTIBLE to propozycja świecy sojowej dla osób, które lubią orzeźwiające, świeże tony połączone ze słodyczą, subtelnością drewna sandałowego.



Ja jeszcze nie miałam okazji jej zapalać, ale nawet niezapalona przyciąga uwagę swoim zapachem, który mi osobiście, nie wiem dlaczego, ale bardzo mocno kojarzy się z Hiszpanią, takim hiszpańskim domem :) Jest intrygujący, nieprzesłodzony, przyciąga uwagę. Polecam zajrzeć na stronę flagolie, może znajdziecie tam coś dla siebie.

Miłego dnia!


08 listopada

DIY- wielorazowe bawełniane płatki kosmetyczne

DIY- wielorazowe bawełniane płatki kosmetyczne
Temat wielorazowych wacików kosmetycznych męczył mnie już od jakiegoś czasu. Nie zużywam co prawda ogromnych ilości tych jednorazowych, które są przecież bawełniane (więc nie są aż tak kłopotliwym odpadem), jednak perspektywa wyrzucania mniej pieniędzy do kosza skłoniła mnie do poszukania alternatywy. Dodatkowo zauważyłam pogorszenie jakości moich ulubionych płatków kosmetycznych. Wreszcie miałam też kawałek bawełny organicznej, którą mogłam wykorzystać, więc postanowiłam uszyć sobie takie płatki sama. Mistrzem igły i nitki nie jestem, ale lubię różne diy, więc postanowiłam nie przejmować się tym i spróbować swoich sił :) Efekty i krótki opis poniżej. 



Moje płatki są wykonane ręcznie z trzech warstw organicznego muślinu bawełnianego. W zależności od dostępnych materiałów i preferencji można wykorzystać na przykład stary, bawełniany t-shirt (idealnie gdyby był organiczny), kawałek frotty bawełnianej, czy tkaninę bambusową.




Szyłam ręcznie, bo maszyna do szycia nie do końca radziła sobie z drobnymi muślinowymi elementami. Płatki można zostawić z naturalnie poszarpanymi brzegami


lub odwrócić na prawą stronę (dzięki temu płatki są trochę grubsze, bardziej mięsiste, bo szew "odbija" brzegi materiału od siebie).


Tak prezentuje się efekt końcowy :) Zdecydowałam się odwrócić swoje płatki tak, by szew był w środku płatka. Zamierzam prać je ręcznie w naturalnym mydle. Jak tylko trochę je potestuję to dam znać, jak się sprawdzają. 

A jak jest u Was? Korzystacie z płatków kosmetycznych, czy nie są Wam potrzebne?

28 października

1 urodziny Bloga

1 urodziny Bloga

Aż trudno mi uwierzyć, że już od roku piszę do Was! Z tej okazji chciałabym zrobić pewne podsumowanie, które mam nadzieję pomoże mi rozwijać umiejętności i dostarczać Wam interesujących i wartościowych treści. Liczę na Waszą pomoc, dlatego przygotowałam krótką, anonimową ankietę, która pozwoli mi zorientować się, jakie są Wasze oczekiwania. Ankietę znajdziecie TUTAJ. Pytania opisowe nie są wymagane, ale będzie mi miło jeśli zostawicie kilka wskazówek od siebie :)

A poniżej krótkie podsumowanie

W ciągu roku:

  • opublikowałam 18 postów, co daje średnio 1,5 posta na miesiąc; 
Nie jest to dużo, ale stanowi pewien kompromis między wolnym czasem, tym co wydaje mi się warte opublikowania, a regularnością. Nie chcę pisać, tylko żeby pisać, żeby coś było, coś się pojawiło. Choć z drugiej strony trening czyni mistrza, dlatego chcę zdecydowanie popracować nad ilością pisanych tekstów.

  • Blog został wyświetlony około 4200 razy;



Niebawem pojawi się nowy post, na który już zapraszam! :)


Zdjęcie w nagłówku: Cristian Escobar on Unsplash

07 października

Rośliny oczyszczające powietrze

Rośliny oczyszczające powietrze
Patrząc na pogodę ostatnich kilku dni, chyba już nikt nie ma wątpliwości, że jesień w pełni. I choć liście żółkną i opadają powoli, to temperatura na zewnątrz zmienia się dość gwałtownie. W powietrzu czuć już ten specyficzny zapach jesieni, a szarość za oknem to nie zawsze mgła, a coraz częściej niestety smog. Jakość powietrza w naszych domach jest oczywiście ściśle związana z jakością powietrza na zewnątrz, a dodatkowo elementy wystroju i wyposażenia naszych domów również mogą być źródłem zanieczyszczeń. W sezonie jesienno- zimowym, w którym spędzamy długie popołudnia i wieczory w domu warto zadbać by powietrze, którym oddychamy było możliwie jak najczystsze. 

Inspiracją do dzisiejszego wpisu jest książka Rośliny oczyszczające powietrze. Zielone filtry antysmogowe autorstwa Ariene Boixiere-Asseray oraz Genevieve Chaudet (wyd. MUZA, Warszawa 2018), którą serdecznie polecam. W książce znajdują się m.in. opisy zbadanych roślin wraz ze zdjęciami oraz wskazówki, jak dobierać rośliny do naszych potrzeb i pomieszczeń. Informacje zawarte we wpisie w całości pochodzą z tej książki.





Czy wiecie, że temat wykorzystania roślin w poprawie jakości powietrza w pomieszczeniach był nawet przedmiotem badań Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA)? To właśnie naukowcy NASA, jako pierwsi przeprowadzili analizy, które obecnie są kontynuowane i rozwijane na całym świecie. 

Skąd pochodzą zanieczyszczenia powietrza w naszych domach?

  • z zewnątrz (dym z kominów, spaliny samochodowe, zanieczyszczenia emitowane przez zakłady produkcyjne itp.);
  • z materiałów budowlanych (sztuczne włókna mineralne, impregnaty, środki ochrony drewna itp.);
  • z elementów wyposażenia (farby, lakiery, tworzywa sztuczne, tkaniny itp.);
  • z kosmetyków/ środków czystości/ odświeżaczy powietrza i perfum do wnętrz;
  • z ogrzewania (pyły, gazy cieplarniane, tlenki siarki itp.);
  • z majsterkowania (farby, lakiery, kleje itp.);
  • ze sprzętu AGD i RTV ( fale elektromagnetyczne);
  • z dymu papierosowego;
  • zanieczyszczenia biologiczne (drobnoustroje, alergeny, materia organiczna itp.).

Jak rośliny oczyszczają powietrze?

  • przekształcają dwutlenek węgla w tlen w procesie fotosyntezy;
  • wychwytują lotne toksyny za pomocą umieszczonych w liściach aparatów szparkowych;
  • przekształcają pochłonięte substancje, bądź też je magazynują;
  • w niektórych procesach udział biorą również mikroorganizmy żyjące w korzeniach roślin;
  • rośliny wykazują "specjalizacje"- nie każda roślina pochłania takie same toksyny i w takiej samej ilości.

Jak dobierać i rozmieszczać rośliny w pomieszczeniach?

Autorki książki zalecają, by przeanalizować źródła potencjalnego zanieczyszczenia i na tej podstawie określić, jakie substancje mogą zanieczyszczać powietrze. Wydaje mi się jednak, że może to być trudne i warto po prostu wybrać kilka roślin o różnych specjalizacjach.

Należy pamiętać, że rośliny potrzebują odpowiednich warunków, w tym powinny mieć wystarczająco dużo światła naturalnego. Należy stawiać rośliny możliwie jak najbliżej okna, a w razie potrzeby ochraniać je przed promieniami słonecznymi.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie ile roślin potrzeba, by wyeliminować daną substancję z otoczenia. Autorki wspominają o co najmniej pięciu roślinach na pomieszczenie. Myślę, że nawet jedna, dwie rośliny to lepiej niż żadna.


Nie będę tutaj szczegółowo opisywać właściwości poszczególnych roślin- wklejam natomiast małą ściągawkę z umiejętności poszczególnych roślin zebraną przez autorki książki w zgrabną tabelę. Z jej pomocą można tak wybrać rośliny, by wzajemnie się uzupełniały, bądź też wzmacniały swoje działanie.


Na zakończenie kilka przykładowych, popularnych roślin, które warto w domu mieć.



1. Fikus Benjamina- absorbuje formaldehyd, ksylen i amoniak.
2. Daktylowiec niski- skuteczny w pochłanianiu formaldehydu i ksylenu.
3. Skrzydłokwiat- nie tylko piękny, ale też pożyteczny. Usuwa lotne związki organiczne emitowane przez masy szpachlowe, kleje, farby i lakiery.
4. Gerbera- mały, niepozorny kwiatek, który radzi sobie z pochłanianiem benzenu, trichloroetenu, formaldehydu i toluenu.
5. Zielistka- ta popularna roślina pochłania toluen, formaldehyd, benzen i ksylen.
6. Paprotka- bardzo skutecznie absorbuje formaldehyd (według autorek książki jest w tym najlepsza z przebadanych roślin). Oprócz tego ma zdolności do pochłaniania ksylenu. 


23 stycznia

O świecach- trochę teorii, trochę praktyki

O świecach- trochę teorii, trochę praktyki


Temat świec, ich rodzaje i bezpieczeństwo pochłania mnie już od dobrych kilku tygodni. I powiem Wam szczerze, że im więcej czytam i myślę, to tym większy mam mętlik w głowie. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić: "te" świece są dobre, a "tamte" są złe. Bez względu na to, czy świeca jest pochodzenia mineralnego (parafina z ropy naftowej), czy też organicznego (uwodorniony olej sojowy, stearyna pochodzenia zwierzęcego, wosk pszczeli) to jest to jednak materia organiczna, zawierająca mnóstwo różnych substancji. Spalanie świecy w warunkach domowych, jakbyśmy się starali nigdy nie będzie "idealne". Przy całkowitym spalaniu (czyli takim "idealnym") substancje organiczne składające się z węgla, wodoru i tlenu spalają się do dwutlenku węgla i pary wodnej. W praktyce w warunkach domowych może występować niedostateczna ilość tlenu, nierównomierne wymieszanie substancji stałej z powietrzem i wiele innych czynników, które powodują, że mamy do czynienia ze spalaniem niecałkowitym. Takim, w którym powstają różne inne substancje, niekoniecznie korzystne dla naszego zdrowia (na przykład wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, tlenek węgla, sadza). Oprócz tego materia organiczna zawiera również inne pierwiastki takie jak siarka,czy azot, które w reakcji z tlenem tworzą tlenki, również niekoniecznie najlepiej wpływające na organizm człowieka. 


Czy to oznacza, że powinniśmy zupełnie zrezygnować z palenia świec? 


Moim zdaniem niekoniecznie, ale warto zachować rozsądek i umiar. Większość publikacji, do których udało mi się dotrzeć skupia się na analizie zanieczyszczeń emitowanych przez świece parafinowe. Teoretycznie to o nich mówi się teraz jako o tych najbardziej szkodliwych. Jako alternatywę podaje się utwardzone woski naturalne: sojowy, palmowy, bawełniany, pszczeli oraz stearynę. Mimo to, nawet dla świec parafinowych istnieją normy jakościowe, więc teoretycznie jeśli będziemy pamiętać o tym żeby mieć w domu sprawną wentylację, wietrzyć pomieszczenie, nie palić świec godzinami i wybierać produkty wysokiej jakości (czystość parafiny ma duże znaczenie) to nie powinno być problemu. Poniżej zamieszczam ciekawe wyniki emisji szkodliwych substancji z palących się świec i podgrzewaczy parafinowych oraz kadzidełek [1]


Tab. 1 Porównanie średnich stężeń poszczególnych substancji w powietrzu wewnętrznym oszacowanych dla pomieszczenia niewentylowanego o kubaturze 50 m³ po 1 godzinie palenia badanych świec i kadzidełek z odpowiednimi wartościami odniesienia D1 i D8 [1]


Jak czytać powyższe dane? 


Na przykład świeca stołowa biała, która pali się przez godzinę w zupełnie niewentylowanym pomieszczeniu o kubaturze 50 m³ wyemituje tlenek węgla, którego stężenie będzie stanowiło 0,46% maksymalnego dopuszczalnego stężenia tego związku w powietrzu atmosferycznym w ciągu godziny i 1,38% maksymalnego dopuszczalnego stężenia tego związku w powietrzu atmosferycznym w ciągu 8 godzin. Nie jest to dużo. Ale już dla dwutlenku azotu i styrenu wartości te są bardzo wysokie (70,9% i 102%!). Oczywiście należy pamiętać, że w doświadczeniu pomieszczenie nie było w żaden sposób wentylowane. Z drugiej strony warto mieć na uwadze, że źródeł zanieczyszczeń powietrza w domu jest znacznie więcej, bo na jakość powietrza wpływają również:

  • powietrze zewnętrzne;
  • materiały budowlane i elementy wyposażenia;
  • smażenie, gotowanie, pieczenie;
  • piece i systemy grzewcze;
  • środki czystości i środki do prania;
  • odświeżacze powietrza itp.

Alternatywą są świece sojowe, czy też z wosku pszczelego. Myślę, że warto się nimi zainteresować, choć tak jak wcześniej pisałam nie oznacza to, że całkowicie wyeliminujemy emisję szkodliwych substancji. W przypadku soi warto również zwrócić uwagę na pochodzenie surowca, bo wiele upraw to odmiany modyfikowane genetycznie lub intensywnie nawożone i opryskiwane. 



Istnieje wielu producentów świec sojowych, ja osobiście testowałam świecę od Bee Eco (bardzo fajny produkt), ale podobają mi się też świece od hagi i EZTI candles. Można też taką świecę wykonać samodzielnie w domu. I do tego zachęcam poniżej :)



Składniki i wyposażenie
  • wosk sojowy
  • olejek zapachowy lub eteryczny (opcjonalnie)
  • knot bawełniany
  • blaszka do knota (można kupić knot z blaszką, ale ja nie chciałam bo takie knoty często są pokrywane parafiną i usztywniane drutem)
  • słoik lub inne szklane naczynie na gotowy produkt
  • łaźnia wodna
  • waga (jeśli nie macie wagi możecie spróbować odmierzać wosk, zajrzyjcie do Le Bleuet, ona fajnie przelicza ilość wosku na słoiki :) )

Skorzystałam z proporcji i przepisu zamieszczonego na stronie Ecospa, który znajdziecie poniżej.



składniki%ilość na słoik szklany 120 ml
wosk sojowy regularny90 g
Olejek eteryczny 15 ml
Olejek eteryczny 25 ml



Propozycje użycia olejków eterycznych:
olejek lawendy francuskiej EKOLOGICZNY + olejek geraniowy Bourbon,
olejek goździkowy z pąków + olejek pomarańczowy EKOLOGICZNY,
olejek pomarańczowy EKOLOGICZNY + olejek cynamonowy z liści,
olejek cedrowy + olejek eukaliptusowy citriodora,
olejek mięty kędzierzawej (zielonej) + olejek kadzidłowy,
olejek szałwi muszkatołowej + olejek palmaroza,
olejek jodłowy + olejek imbirowy.


1. Odmierzamy wosk sojowy, a następnie podgrzewamy go w kuchence mikrofalowej (3 minuty) lub łaźni wodnej (do całkowitego rozpuszczenia).
2. Do wosku dodajemy, jednocześnie mieszając, wybrane olejki eteryczne, razem ok. 10 ml (Ja odczekałam chwilę aż wosk przestygł i zaczął się lekko ścinać na ściankach).
3. Zamoczony wcześniej w wosku knot przyklejamy pośrodku słoiczka i przytrzymujemy 1-2 minuty do momentu aż wosk zastygnie.
4. Wosk wlewamy do słoiczka. Wosk nie może być za gorący (odklei knot). O tym, że jego temperatura jest odpowiednia świadczy fakt, że robi się mętny, a na brzegach naczynia zaczyna się lekko ścinać.
5. Po wlaniu całego wosku usztywniamy knot np. łyżeczkami do herbaty i czekamy ok. godziny aż świeca zastygnie. Aby przyśpieszyć proces stygnięcia świecę można wstawić do naczynia z zimną wodą. Gdy wosk jest już całkowicie zimny przycinamy nożyczkami knot. Świeca jest gotowa do użycia.










Przy tworzeniu wpisu korzystałam z:
1. R. Oleniacz, A. Idzik, Emisja zanieczyszczeń gazowych z palenia świec i kadzidełek oraz jej potencjalny wpływ na jakość powietrza wewnętrznego, 01.07.2018, AGH Akademia Górniczo-Hutnicza, Wydział Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska
2.  J. Guziałowska- Tic, Charakterystyka surowców do produkcji świec i zniczy oraz ich wpływ na środowisko,  CHEMIK 2013, 67, 10, 1027–1034
3. C.  Lau,  H.  Fiedler,O. Hutzinger, K.-H.  Schwind and  J. Hosseinpour, Levels of  selected  organic  compounds  in  materials  for candle production and human exposure to candle emissions,  Chemosphere,  Vol.  34,  Nos  5-7,  pp.  1623-1630,  1997 



02 grudnia

Jak poczuć "klimat Świąt"?

Jak poczuć "klimat Świąt"?

Dzień dobry! Dzisiaj zapraszam na trochę inny wpis. Jako, że mamy już grudzień, to coraz intensywniej zaczynamy myśleć o Świętach Bożego Narodzenia. Chciałabym przedstawić Wam kilka moich propozycji, jak przeżyć ten przedświąteczny czas, by rzeczywiście poczuć "magię Świąt". 

W tym roku świąteczne Mikołaje widziałam w sklepach już w październiku. To przedświąteczne szaleństwo, które fundują nam sklepy może powodować zmęczenie i przesycenie. Ja wcale nie neguję potrzeby wcześniejszych przygotowań do Świąt. Nie mówię też, żeby unikać wszystkich udekorowanych sklepów i nie włączać radia z obawy o usłyszenie Last Christmas. Bardziej chodzi mi o to, żeby "nie rzucać się" na wszystko co związane ze świętami w pierwszym tygodniu listopada. Warto mieć w tym wszystkim umiar, tak żeby to czas świąteczny był kulminacją. Poniżej przedstawiam Wam kilka moich sposobów na budowanie świątecznej atmosfery.

Photo in heading by Ben White on Unsplash

1. Nie daj się presji.

Jestem wielką zwolenniczką idei slow life. Nie lubię się spieszyć, chcę cieszyć się drobnymi przyjemnościami. Podobną zasadę wyznaję, jeśli chodzi o przygotowania świąteczne. Można wpaść w takie błędne koło, że wszyscy wszystko już mają gotowe, w przeciwieństwie oczywiście do nas. Ulegamy presji otoczenia, podejmujemy nieprzemyślane decyzje zakupowe pod wpływem chwili, często przekraczając swój budżet. Nie warto! Zacznij od planu, zastanów się, przemyśl co musisz zrobić, co chcesz/możesz kupić i dopiero wtedy idź do sklepu. W kwestii prezentów myślę, że fajnym pomysłem jest podzielenie się prezentami wśród rodziny. Tak, żeby każdy wylosował/ wybrał jedną osobę i tej jednej osobie zrobił prezent. Dzięki temu można pozwolić sobie na zakup czegoś droższego, nie nadszarpując nadto budżetu. 


2. Idź na Roraty!

To punkt, dla tych, którzy chcą duchowo przygotować się do Świąt Bożego Narodzenia. Świąt rozumianych jako przede wszystkim wspomnienie przyjścia Jezusa. Polecam Roraty poranne dla dorosłych, bo te dla dzieci to jednak nie to samo. No w końcu są dla dzieci :) Warto, chociaż raz wybrać się na taką mszę poranną. We Wrocławiu polecam u Dominikanów (i chyba wszędzie w ciemno można polecać Dominikanów :P ). 


Photo by Gaelle Marcel on Unsplash

3. Posprzątaj i udekoruj dom.

Generalne porządki zawsze kojarzą się z wyjątkowymi, ważnymi wydarzeniami. Sprzątamy i dekorujemy, by podkreślić wyjątkowy charakter Świąt. Nawet jeśli wyjeżdżamy na Święta, to warto zadbać o świąteczny klimat naszego domu. Oczywiście najlepiej rozplanować sobie porządki i dekorowanie, tak żeby nie zostać ze wszystkim na dwa dni przed świętami, ale żeby też nie stawiać choinki zbyt wcześnie. Niech to będzie wyczekane, trochę jak w dzieciństwie :) W sklepach jest teraz mnóstwo pięknych dekoracji, łatwo wpaść w pułapkę i wykupić pół sklepu. Polecam, by zanim kupimy kolejną świąteczną figurkę zastanowić się konkretnie gdzie ją postawimy i czy będzie pasować do reszty dekoracji. Dzięki temu jest szansa, że unikniemy zbędnych dekoracji, które chociaż piękne, to nie pasują do naszego wystroju lub zwyczajnie nie ma na nie miejsca.





1. Domki i śnieżynki, Pinterest
2. Papierowe gwiazdki, Etsy
3. Filcowe ozdoby, Etsy

Fajnym pomysłem jest też odliczanie dni do Świąt z pomocą kalendarza adwentowego lub wieńca adwentowego.

Photo by Markus Spiske on Unsplash

4. Upiecz ciasto.

Dla mnie jednym z zapachów Bożego Narodzenia jest zapach pieczonego ciasta. To takie silne skojarzenie z czasów dzieciństwa, że gdy w domu piecze się ciasto, znaczy że jest jakaś ważna okazja albo przyjdą goście. Warto przypomnieć sobie ten klimat i upiec coś świątecznego. Ja już czuję te aromaty cynamonu, goździków i pomarańczy :) 

Photo by Joanna Kosinska on Unsplash


5. Pomóż w przygotowaniach świątecznych

Jeżeli nie organizujesz świąt u siebie w domu, a spędzasz je u kogoś z rodziny/ znajomych to nie znaczy, że Ciebie przygotowania nie dotyczą. Zaangażuj się, spytaj, w czym możesz pomóc. Może trzeba pójść na jakieś zakupy? Może pomóc ubrać choinkę? A może przygotować jakąś potrawę na wigilijny stół, by odciążyć Gospodarzy? Nie bądź biernym obserwatorem- uczestnicz w przygotowaniach!


6. Wyślij kartki świąteczne z życzeniami

Zwyczaj wysyłania kartek praktycznie już zanika, a szkoda, bo to bardzo miłe otrzymać taki drobiazg. W mojej rodzinie praktycznie tylko dziadkowie wysyłają i odbierają kartki świąteczne. Może warto to zmienić? 
Photo by Aaron Burden on Unsplash

7. Zrób coś dobrego!

Pomagać warto zawsze, ale czas przedświąteczny jest o tyle szczególny, że różnych akcji charytatywnych jest znacznie więcej. Rozejrzyj się dokoła, znajdź inicjatywę, w którą chcesz się zaangażować i działaj! Warto, bo pomagając innym, dajemy nie tylko radość, ale mnóstwo radości i satysfakcji otrzymujemy w zamian. To nie musi być wcale wielka akcja. Czasami wystarczy zrobić zakupy starszej sąsiadce. To uczy wdzięczności za to co mamy w życiu i sprawia, że łatwiej radzić sobie z różnymi problemami.

8. Obejrzyj świąteczny film

Na pewno znasz chociaż jeden film w świątecznym klimacie, który wprawia Cię w dobry nastrój. Zaplanuj seans, zaproś znajomych i nie przejmuj się, że oglądasz Kevina 25 raz w życiu :) 
Boże Narodzenie to bardzo chwytliwy temat i takich filmów powstaje mnóstwo- jest z czego wybierać. Poniżej kilka przykładów:


9. Przygotuj rozgrzewający napój

Długie jesienno-zimowe wieczory umil sobie czymś aromatycznym. Może to być grzaniec/ kawa/kakao z cynamonem/ herbata z miodem i sokiem malinowym- wybierz to co lubisz. Celebruj ten przedświąteczny czas. Może wreszcie jest okazja, żeby trochę więcej poczytać, albo pooglądać zdjęcia w albumie?

10. Poczytaj coś w świątecznym klimacie

Pamiętam, że w dzieciństwie ze świętami kojarzyły mi się książki z Harrym Potterem. Może Ty też masz takie książki, które niekoniecznie są związane fabułą ze świętami, ale tak właśnie Tobie się kojarzą? Oprócz tego jest mnóstwo książek typowo w świątecznym klimacie, które kiedy jak nie przed świętami przeczytać? Na Lubimy Czytać jest takich książek całe mnóstwo!

Ja zdecydowałam się w tym roku na Cztery Płatki Śniegu Joanny Szarańskiej.


11. Znajdź czas na spokojne zapakowanie prezentów.

Nie zostawiaj tej kwestii na godzinę przed Wigilią. Przygotuj sobie wcześniej ozdobne folie, papiery, ozdoby. Zobacz co możesz wykorzystać z rzeczy, które już masz, a co musisz dokupić. Pakowanie prezentów może być bardzo miłym, odprężającym i kreatywnym zajęciem, tylko trzeba to zrobić odpowiednio wcześnie. Ładnie zapakowany prezent cieszy podwójnie, więc warto się postarać!
Photo by freestocks.org on Unsplash
Photo by Element5 Digital on Unsplash

12. Przygotuj świąteczną playlistę

Muzyka może odzwierciedlać nastrój, w jakim się znajdujemy. Ale potrafi też znacznie więcej- wpływa na nasz nastrój. Warto przygotować sobie playlisty z utworami świątecznymi, które wprawią nas w dobry, świąteczny nastrój. A na dzień Wigilii przyda się playlista z dobrymi wykonaniami kolęd. Niech ten dzień będzie wyjątkowy. Zapomnijmy chociaż na chwilę o hałaśliwych telewizorach. 

13. Pośpiewajcie wspólnie kolędy

Skoro już mowa o kolędach, to warto wykorzystać Święta, by wspólnie pokolędować. Przygotuj teksty/ nuty i śpiewajcie razem. Nieważne, czy w dzieciństwie należałaś/łeś do szkolnego chóru, czy też myślisz, że nie masz słuchu. Kto by się przejmował takimi drobiazgami w Święta? Śpiewanie odpręża, dotlenia i rozwesela. I to się liczy!

 Photo by David Beale on Unsplash

Co dopisalibyście do tej listy? Podzielcie się Waszymi sposobami na fajny grudzień :)
Copyright © 2016 Naturalnie, że zadbana , Blogger